sobota, 9 lutego 2019

STŁAMSZONA PASJA - PORADNIK MOTYWACYJNY

Robię sobie taki kurs teraz. O ukrytych pasjach, albo zapomnianych, czy też stłamszonych. To szósty dzień już a ja się przez pięć i pół zastanawiałam jak można sobie pasję stłamsić. No bo pasja przecież to coś, co Cię wyróżnia, jesteś w tym zajebisty i lśnisz od razu i wiedzą i zachwytem emanujesz jak ktoś coś o tej pasji mimochodem i niechcący nawet wspomni. No a może nie jednak? Może jest coś, co uwielbiałeś robić jak byłeś dzieckiem i miałeś z tego frajdę jak stąd do Las Vegas? I nie zastanawiałeś się, czy jesteś w tym zajebisty. Bo co Cię to obchodzi. Po prostu to robiłeś, bo lubiłeś, a resztę miałeś w dupie. No i nagle pojawił się ktoś, to postanowił to pięknie spieprzyć. Na swój własny, kreatywny - lub nie - sposób. Bo Ci powiedział, że to w zasadzie słabe jest. I się nie wyróżnia, więc sobie dać spokój lepiej. Albo śmieszne i pośmiewisko zrobisz z siebie i rodziny całej do czwartego pokolenia wstecz. Albo przyszłości to to nie ma żadnej, więc don't even bother i skup się na czymś sensownym, odrobinę chociaż. A Ty jeśli nie urodziłeś się Dodą, to nawet jeśli dziewięć osób Ci powie, że jest zajebiście, to jak usłyszysz, że jednak nie od dziesiątej, to uwierzysz tej dziesiątej. Nawet jeśli to chodząca porażka życiowa. Jeszcze gorzej, jeśli ktoś to bliski Ci jest, bądź autorytetem sam siebie, bądź z urzędu zamianuje. Nauczyciele tacy na ten przykład. Kiedyś myślałam, że Chylińska taka nieuprzejma, no jak można faczka beflerkom pokazywać (jawnie!). A teraz sobie myślę, że części owych taki faczek, a nawet większy zdecydowanie i słusznie się należy, przynajmniej trzy razy dziennie. Nie wszystkim przecież, niektórych można na rękach nosić ale takich to chyba niestety mniej.
Mi taka jedna przedstawicielka tejże grupy nadludzi szczególnie za skórę zaszła i od lat nastu ochotę takiego faka mam posłać gołębiem pocztowym. Ja sobie lubię tak bazgrać czasem, wymyślać historie, albo opisywać niewymyślone. No lubię i już. Stąd ten blogunio zapewne. Od dziecka w zasadzie lubiłam, tylko się nad tym nie zastanawiałam, czy jestem dobra, czy nie, czy powinnam, czy wypada, czy nie wstyd i miernota, bo dzieci to znacznie mądrzejsze stworzenia, niż ich dorosłe odpowiedniki i w dupie mają, co myślą inni. No i pięknie. Może by mi ta radość niczym nie zmącona nie przeszła nigdy. Ale! Ano nudno by było, gdyby jakiegoś ale nie było. Na drodze mej nieszczęśliwie stanęła kobieta, dumnie zwana nauczycielem (profesorem nawet, bo to już w liceum było - a przecie to zwykłe magistrunie, zupełnie nie rozumiem tego dodawania sobie ważności) polskiego - czyli niby autorytet - która nagle, z zaskoczenia i z wielkim uporem zaczęła utrzymywać, że ja pisać za cholerę nie potrafię. Z zaskoczenia, bo w latach wcześniejszych za pisanie byłam raczej chwalona, czasem na forum publicznym - teraz pewnie by można nie było, bo RODO. I z uporem, bo przez bite cztery lata. Jednego semestru pobiłam chyba rekord szkoły otrzymując z jednego przedmiotu trzynaście "jedynek" (z czego jedna z plusem, nie mogę tego pominąć, bo to wyraz niezwykłego uznania "pani profesor") Doczekałam się również egzaminu komisyjnego z owego polskiego, no żeby z fizyki, czy coś, to ja rozumiem...ale kurwa z polskiego??? No i tak mi biacz w głowie namąciła, że do tej pory jak coś w eter puszczę - jeśli się już zdecyduję coś puścić, bo przecież miernotne to wszystko, co najwyżej na 1+ zasługuje - to przez następny tydzień chodzę z mozzarellą w gardle, dławiąc się poczuciem wstydu i obaw o opinie, jakie to to może wywołać albo - co gorsze dużo, strasznie bardziej - nie wywołać żadnej. Czyli jednak pasję stłamsić można i ja i miliony innych ludzi jesteśmy tego wybitnym przykładem. I nie trzeba być geniuszem. Trzeba tylko lubić to, co się robi, lub zacząć robić to, co się lubi, a przestać robić to, co lubi się mniej. I zachwycać się zwyczajnością, jeśli chcemy być zwyczajni ale się nią nie zadawalać, jeśli chcemy więcej.

To na koniec historia którą dzisiaj usłyszałam: W drugiej połowie XIX wieku w mieście Milan w stanie Ohio żył sobie chłopiec, syn imigrantów z Kanady. Chłopiec nie za dobrze radził sobie w szkole, nie nadążał za kolegami, miał problemy z przyswojeniem wiedzy tam serwowanej. Pewnego dnia został z owej szkoły wyrzucony z diagnozą opóźnienia w  rozwoju. Uczęszczał jeszcze sporadycznie do innych szkół ale z powodu swojego "opóźnienia" nigdzie nie zagrzał dłużej miejsca i przez większość swego młodego życia poddawany był nauczaniu domowemu. Ten nierozgarnięty chłopiec to Thomas Edison. Pewnie tez pokazałby "faka" swoim nauczycielom.

piątek, 16 listopada 2018

NIE TAK

Zastanawiałaś się kiedyś jaka powinnaś być? Ktoś Ci mówił jak się masz zachowywać? Co wypada, a czego nie? Dlaczego po 30tce nie nosi się kokardek we włosach, a po 50tce różowych sukienek? Słyszałaś, że trzeba być ambitną, bo inaczej utoniesz w morzu mierności, agresywną, bo jak nie, to zjedzą cię silniejsi, pozytywną, bo ludzie smutasów nie lubią i nieustępliwą, bo bez tego niczego nie osiągniesz? 
Sami narzuciliśmy sobie kajdany, tworząc ramy akceptowalnych zachowań i dopuszczalnego społecznie wizerunku, w jakie musimy się wtłoczyć, by pasować do reszty. Często bez zastanowienia robimy to, czego wymagają, bądź oczekują od nas inni i nie zastanawiamy się, czy to jest to, czego my sami chcemy. 
Nieświadomi jeszcze, bez wyuczonej umiejętności chodzenia i wyrażania siebie w sposób dla dorosłych zrozumiały dorastamy w pokojach dostosowanych kolorystycznie do naszej płci. W przedszkolu bawimy się zabawkami z góry rozdzielonymi na te dziewczęce i chłopięce, bo już wtedy wiemy podświadomie, że skręcając z utartego szlaku narazimy się na wykluczenie z grupy, do której przecież należeć chcemy. W szkole jest już mniej wesoło, gdyż za zabawy w indywidualizm można zwyczajnie oberwać. Potem wybieramy studia, które - nawet jeśli nas kompletnie nie interesują, bo chcemy przez resztę życia zszywać książki w piwnicy - skończyć musimy, bo inaczej przez bliższych i dalszych postrzegani za tłumoków nieprzeciętnych będziemy. Po studiach szuka się pracy. Najlepiej znaleźć taką w szklanym budynku, z widokiem na Pałac Kultury, ewentualnie Empire State Building. Chcesz piec ciastka? Eee...looser. Chcesz robić kapcie na szydełku? Even more. Generalnie lepiej tego nie robić - nawet po godzinach w szklanym office'sie. A jeśli już musisz, to lepiej się nie przyznawaj. To nie jest cool. Lubisz pić tanie wino w drogich kieliszkach i spoglądać z pogardą na gorzej ubranych? No! To jest jakieś hobby. Tak można zyskać uznanie i poklask tych,których poklask i uznanie może Ci się kiedyś przydać. Nie warto się wyróżniać. Freddie Mercury był jeden, a i on kiepsko skończył. 

Konformizm, układność i podążanie za celem powszechnie uznawanym za słuszny sprawia, że żyje się łatwiej. Ale czy lepiej?

piątek, 26 października 2018

DOBRA ZMIANA

Ostatnio wymienili nam w pracy dystrybutory na wodę. Teraz mamy dodatkowy guziczek w kolorze srebrnoszarym, po przyciśnięciu którego leci woda z najprawdziwszym gazem. Inni savingsy, cost cutingi uprawiają, a my się o wodę gazowaną wzbogacamy... IN YOUR FACE. No ale Polakowi nie dogodzisz, więc podniecenie utrzymywało się przez całe 8 godzin roboczych, a dnia następnego poziom lamentu powrócił do stanu sprzed tegoż jakże niezwykłego wydarzenia.
No i znowu, że klient idiota, szef jeszcze gorszy, ciśnienia w kranie nie ma, deszcz zacina nie w tę stronę, wiatr wieje za mocno, ale żeby nie wiało to też źle, bo smog truje i już mam chrypkę przecież i to pewnie rak krtani, że żona w domu zrzędzi, a mąż wcale nie chce sprzątać, a jak sprzątnie, to też źle i poprawiać trzeba, dziecko małe i się drze, dorosłe jeszcze gorsze, bo pyskuje, matka się wtrąca, koleżanka nie rozumie, kochanek nie zadawala, przecen w sklepie nie ma, a zresztą i tak tam same szmaty....
I tak sobie pomyślałam, co by było, gdyby te zwyczajne bąbelki zastąpiły takie z północno-wschodniej Francji...no albo takie bardziej ekonomiczne nieco - z północnych Włoch....
Nieprawdaż, że sama myśl o takowej zamianie napawa optymizmem? Kto by się wówczas na klienta denerwował? A broń Boże już na szefa, który na tak cudny pomysł wpadł! Brodząc w deszczu brudnym - bo Warszawskim - śpiewać by można Singing in the rain, wiatrem złe myśli rozganiać, partnera uśmiechem nr 5 w domu powitać (to ten od ucha do ucha), zamiast szmat nowych, w przypływie alkoweny te stare, w szafie zalegające nożyczkami kuchennymi na nowe kreacje miary VivienneWestwood przerobić i collegesów w casualowy piątek zachwycić, na meetingach pomysłami torpedować i do współcierpiących etatowców pełne życzliwości uśmiechy rozsyłać, a dobre rady wpuszczać jednym uchem i  drugim szybciutko wypuszczać.
Pochodzenia bąbelków w dystrybutorze szybko nie zmienimy ale jeśli nastrój z pierwszej części bliższy jest nam, niż ten z drugiej, może watro zmienić coś innego? Przecież jak nic nie zmienimy, to nic się samo nie zmieni. Czas i tak upłynie i od nas tylko zależy, czy będzie on zajebisty, czy do dupy.

wtorek, 18 września 2018

NIE LUBIĘ PONIEDZIAŁKÓW

Czasem wszystko jest nie tak. Kawa zimna, lato się kończy, włosy oklapły, a cukier tuczy. Jak by nie patrzeć wiatr w oczy wieje i w dupie ma, że okulary zostały w domu.

Poniedziałek, 5:15
Dzwoni budzik, otwieram oko, drugie mimo usilnych prób zostaje zamknięte. Czyli biegania dziś nie będzie, mam jeszcze mnóstwo czasu...SNOOZE

Poniedziałek, 5:45
Dzwoni budzik, otwieram oko, drugie nadal się buntuje. No tak w zasadzie to mam suchy szampon, to po co, czyli mam jeszcze mnóstwo czasu...SNOOZE

Poniedziałek, 6:15
Dzwoni budzik. No ale kawe mogę przecież w pracy wypić...SNOOZE

Poniedziałek, 6:35
Dzwoni budzik. Momencik jeszcze...SNOOZE

Poniedziałek, 6:47
Kurwa! Jak to się stało? Przecież tyle czasu miałam! Aaaaaa!! AAAAAAAA!!!!

Poniedziałek, 7:58
Serio?! Co Ci kierowcy sobie myślą, jak można się tak spóźniać? Przecież na jeden taki autobus czeka mnóstwo całe ludzi. Czyjaś praca zależeć może od autobusu. Życie czyjeś! I czemu to metro co 2,5 minuty kursuje, to co 2 już nie może? Godziny szczytu są przecież! Swoją drogą, ciekawe, czy można zaprogramować psa, żeby rano bardziej niż na głupich zabawach skupił sie na sikaniu.
No tak, spóźnię się przez autobus. Czizasss!

Poniedziałek, 8:15
Spox, ja się tam młoda czuję, więc akademicki kwadrans nadal mnie obowiązuje.

Poniedziałek, 8:30
Ech...czemu ten czas tak długo płynie?

Poniedziałek, 16:05
Oj! 😊

Poniedziałek, 16:07
Pfff...strój na Pilates w domu został, czyli najpierw dom, potem Zumba.

Poniedziałek, 18:23
Matko, jak ten autobus się toczy. A niby pośpieszny. Drugi już raz się dziś spóźnię przez autobus.

Poniedziałek, 18:29
Stanik do fitnessu został w domu. Cycki też potańczą.

Poniedziałek, 20:19
No dobra. Dziś nie wchodzę na jutuby. Idę spać o 10. Jutro będę rzeźka i bez kawy przetańczę cały dzień.

Poniedziałek, 23:48
💻💻💻💻💻

Wtorek, 6:48
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!! Ale najpierw kawa.




sobota, 23 grudnia 2017

CHRISTMAS, CHRISTMAS I PO ŚWIĘTACH

No i tak. Jeszcze moment, momencik nawet i przyjdzie dzień, na który czeka się rok prawie cały. Wyczekuje, płacze, tęskni, wyobraża, wizualizuje nawet, doczekać się nie może, "oby do Świąt" mówi wciąż, kolęd i christmas songów we wrześniu playlisty robi, choinkę po Niepodległości Święcie hucznie obchodzonym ubiera i czeka..I nagle czas wyśniony, wymarzony, wywizualizywomonowany nadchodzi i co? No jak to już? Przecież prezenty nie kupione, w sklepach korki jak na Wisłostradzie przed dziewiątą, pierniki twarde wciąż, bigos przypalony, nowy garnek do wyrzucenia - niby z IKEI ale seria premium, dla bogat(sz)ych, także jakby jednak szkoda. Wstążki do prezentów (których nadal nie ma) w sklepach przebrane i same beżowe jak kupy dwie do kupy wzięte zostały..co robić Panie, co robić? No nic, wymyśli się coś przecież, dwa dni to niemało.W zasadzie bigos ma być ciemny. Czyż nie? Czyli nie spalony, tylko gotowy idealnie, z aromatem kominka z drewanianej chaty w górach zimą w gratisie. Pierniki w Biedronce na przecenie, więc po sprawie, Prezenty podobno najlepsze od czwartku w Lidlu, to i oddać się po Świętach zdąży te nie trafione. Czyli wszystko załatwione! Nic, tylko playlistę skrzętnie ułożoną odpalić należy, choinkę do kontaktu włączyć, wino odkorkować, twarz najlepszym okresem w roku rozświetlić, a w Wigilię z kotem pogadać, coby w przyszłym roku psa po mordzie nie trzaskał.

sobota, 21 października 2017

PMS


- No jesteś. W końcu. Chyba przez Toruń jechałeś, a niby tylko rzekę przekroczyć trzeba, myślałam że porwali cię, napadli może, czy cię piekło w cholerę pochłonęło. Proszę bardzo, my się wcale widzieć nie musimy, na zmiany możemy w domu nocować. A najlepiej to się w ogóle wyprowadź. Co ty sobie myślisz, że ja będę się starała, a ty co? Nie to nie, bardzo proszę, droga wolna. Już dziś się możesz wynosić. Zostaw mnie z tymi bachorami, oczywiście. Ciebie przecież nic już nie obchodzi, bo ty PRACUJESZ. Pff, jedyny na świecie. Pracownik dekady pożal się Boże. Wiesz co twoja córka dziś ze szkoły przyniosła? Podartą kurtkę, uwagę i informację o obniżonej ocenie z zachowania na koniec roku. No ale bardzo proszę, dalej ją tego boksu ucz.
- Kickboxingu kochanie..
- Ale dlaczego ty mi przerywasz?! Co ja, słowa jednego w tym domu powiedzieć nie mogę? Co ty sobie myślisz, że jak więcej zarabiasz to mi się szacunek nie należy? Że ja będę siedzieć, słuchać i głową kiwać? A w życiu! Nie dość, że się poświęcam, dzieci twoje wychowuję, to jeszcze mnie taki brak szacunku za to spotyka? Ja bym dawno szefową marketingu została gdyby nie te bachory. Ty się ciesz, że w ogóle za ciebie wyszłam. Mama zawsze mówiła, że Tomka bardziej lubiła. Ty wiesz jak on się starał? Oj jak on się starał! Jaka ja głupia byłam, że ciebie wybrałam. A mogłabym teraz na zakupy do Jemioła chadzać, zamiast jarzynową dla ciebie gotować, pff..
- Ale kotek, Tomek już trzecią żonę ma.
- Bo miłość życia przez ciebie stracił! Mnie czyli!! To z nieszczęścia wszystko...biedaczysko. I skończ już w końcu te dyskusję. Nie widzisz, że się źle czuję? Nieszczęśliwa jestem, załamana, a ty na mnie naskakujesz. W ogóle, to ja tak czuję, że ty mnie już nie kochasz. Od dwóch tygodni cię proszę, żebyś z kranem coś zrobił. Woda cieknie, licznik chodzić nie przestaje. Tobie oczywiście nie przeszkadza. Ty rachunków nie płacisz. Gdybyś płacił, to świateł byś w całym mieszkaniu nie rozpalał. O matko, wszystko na mojej głowie i znikąd pomocy. Ja już rady nie daję. Ucieknę. Zostawię was. Chyba powinniśmy się rozwieść.
- Kochanie.
- Czego?!
- Czekoladę ci kupiłem. Tę krówkową.
- Oj...a czemu ty tak tu stoisz? No wejdź kochanie do kuchni, usiądź, a nie stoisz w przejściu jakiś taki przestraszony. Głodny pewnie jesteś? Jarzynową zrobiłam. I buzi daj.

niedziela, 10 września 2017

ŁAŁU NIE BYŁO

No dobra, leniłam się. Bardzo nawet. No ale lato, pogoda dobra - w sensie, że dla mnie. Bo czy dla narciarzy to nie wiem i mnie to obchodzi nie do końca szczególnie. No ale oglądam właśnie program kultowy od lat trzech albo kilku innych ale trzech jednak nie: Rolnik szuka żony -  bo ten program kultowy - dla mnie i innych nudziarzy - tak właśnie się nazywa. No i tam...pan jeden z wielu powiedział właśnie: Łału nie było - o pani jakieś niby, co na żonę pretendowała, no ale zainspirował mnie silnie do napisania zdań paru. Ja niby generalnie w politykę się nie mieszam  - podobno w związku z tym w trendzie najnowszym jestem, to i może sławna niebawem zostanę i na pudelku zaistnieję - ale ponieważ zasady, a własne w szczególności są po to by łamać je niecnie i z przyjemnością - częściowo postanowiłam się jednak zamieszać. Chociaż nie do końca wiem, czy w politykę, bo słów znaczenie na znaczeniu traci ..no ale anyway....
Na początku sierpnia, ewentualnie w połowie tegoż - wybaczcie, iż daty konkretnej nie podam gdyż głowę i organy pozostałe innymi tematami zajęte miałam - wybrałam się ze znajomymi do jednego z muzeów warszawskich. Muzeum owo PARKIEM MINIATUR się zwie. Tak, mogę napisać, że się zwie, gdyż czas teraźniejszy obowiązuje jeszcze. Niebawem jednak się to zmienić może i w czas przeszły smętnie przepoczwarzyć.
Ja generalnie muzeów nie lubię, bo nudne to i dla seniorów. No chyba, że na wycieczkę się udaję w miejsce drogie i nieznane, to trzepię te muzea, coby się po powrocie tym co nie byli pochwalić. No ale kto chodzi do muzeów w mieście zamieszkania, pobytu, urodzenia, czy jak tam sobie kto życzy. No oprócz historyków sztuki i owych muzeów pracowników raczej niewielu. No ale poszłam. Za darmo było, poza tym oprowadzać miał Jacek - postać nietuzinkowa, niezapomniana i generalnie zajebista (przepraszam mamo, ja generalnie nie przeklinam ale teraz silnie się ekscytuję). No i co? No i zajebiście było rzeczywiście (ech, znów te przekleństwa..shit, I mean..oh dear), zabawnie, ciekawie, ładnie, oryginalnie, z zaangażowaniem i w ogóle naj. Gdybym ja się tak historii uczyła, to na maturze zamiast dwói - naciąganej w dodatku - piątkę bym miała z palcem w...wiadomo. Generalnie historii uczyć się winno w miejscach takich jak PARKU MINIATUR właśnie, a fizyki w Koperniku. Nie byłam jeszcze, no ale tak słyszałam, że ten Kopernik to dla małych i tych większych małych też.
No ale do MINIATUR PARKU wracając - no bo czemu ja tu o muzeach piszę - wkurzyłam się przestrasznie, gdyż dowiedziałamam się, iż miejsce tak fajne i klimatyczne z lokalizacji obecnej wykopać chce się niebawem. Biura podobno dla ludzi ważnych okropnie powstać tam mają - w sumie sama bym biuro w lokalizacji takiej mieć chciała, tyle, że ja bym musiała ze swoich płacić. No i ja w dupie to mam dokumentnie, czy to Gronkiewicz, czy Dudy, ewentualnie innego Szydła co z worka wyszło pomysł jest. Generanie pomysł jest do dupy. No ale decyzja zapadła. Niepodważalna jakby. No i teraz co? Tak logicznie gdybając myśl by się złota nasuwała, iż miniaturki od dawna już miejsce insze, nie mniej zajebiste mieć winny. No niet! Nie mają! No kurde jedne z niewielu miejsc, które z funduszy własnych, a nie podatków moich, czy Twoich (czytelniku drogi) się utrzymuje zniknie zaraz z powierzchni ziemi i Warszawy ukochanej mojej i Twojej. Zapytać by się chciało - czemuż to? Zapytam ja jednak z ekspresją większą WTF???!!!!!
No zróbmy coś..nie wiem..hałas może? Tu na dole jest taki link - nie, nie do machiny hakerskiej przelewy środków wszelkich z kont Waszych na moje skromne uruchamiające (choć to pomysł niegłupi), lecz do petycji, która pomóc może miejsce nowe znaleźć. Za słowami klasyka podążając: Bo jak nie my, to kto? wysilmy się, podpiszmy, a po wystąpieniu jakimkolwiek kogokolwiek z trójcy wyżej wymienionych, czy też innych upolitycznionymi zwanych, na pięcie się odwróćmy i ze świadomością, iż zmieni i znaczy to NIC, z miną warszawsko zblazowaną powiedzmy za rolnikiem, co żony szuka: No łału nie było...


A petycja jest TU: https://www.petycjeonline.com/petycja_w_sprawie_lokalizacji_parku_miniatur_wojewodztwa_mazowiec