piątek, 16 listopada 2018

NIE TAK

Zastanawiałaś się kiedyś jaka powinnaś być? Ktoś Ci mówił jak się masz zachowywać? Co wypada, a czego nie? Dlaczego po 30tce nie nosi się kokardek we włosach, a po 50tce różowych sukienek? Słyszałaś, że trzeba być ambitną, bo inaczej utoniesz w morzu mierności, agresywną, bo jak nie, to zjedzą cię silniejsi, pozytywną, bo ludzie smutasów nie lubią i nieustępliwą, bo bez tego niczego nie osiągniesz? 
Sami narzuciliśmy sobie kajdany, tworząc ramy akceptowalnych zachowań i dopuszczalnego społecznie wizerunku, w jakie musimy się wtłoczyć, by pasować do reszty. Często bez zastanowienia robimy to, czego wymagają, bądź oczekują od nas inni i nie zastanawiamy się, czy to jest to, czego my sami chcemy. 
Nieświadomi jeszcze, bez wyuczonej umiejętności chodzenia i wyrażania siebie w sposób dla dorosłych zrozumiały dorastamy w pokojach dostosowanych kolorystycznie do naszej płci. W przedszkolu bawimy się zabawkami z góry rozdzielonymi na te dziewczęce i chłopięce, bo już wtedy wiemy podświadomie, że skręcając z utartego szlaku narazimy się na wykluczenie z grupy, do której przecież należeć chcemy. W szkole jest już mniej wesoło, gdyż za zabawy w indywidualizm można zwyczajnie oberwać. Potem wybieramy studia, które - nawet jeśli nas kompletnie nie interesują, bo chcemy przez resztę życia zszywać książki w piwnicy - skończyć musimy, bo inaczej przez bliższych i dalszych postrzegani za tłumoków nieprzeciętnych będziemy. Po studiach szuka się pracy. Najlepiej znaleźć taką w szklanym budynku, z widokiem na Pałac Kultury, ewentualnie Empire State Building. Chcesz piec ciastka? Eee...looser. Chcesz robić kapcie na szydełku? Even more. Generalnie lepiej tego nie robić - nawet po godzinach w szklanym office'sie. A jeśli już musisz, to lepiej się nie przyznawaj. To nie jest cool. Lubisz pić tanie wino w drogich kieliszkach i spoglądać z pogardą na gorzej ubranych? No! To jest jakieś hobby. Tak można zyskać uznanie i poklask tych,których poklask i uznanie może Ci się kiedyś przydać. Nie warto się wyróżniać. Freddie Mercury był jeden, a i on kiepsko skończył. 

Konformizm, układność i podążanie za celem powszechnie uznawanym za słuszny sprawia, że żyje się łatwiej. Ale czy lepiej?

piątek, 26 października 2018

DOBRA ZMIANA

Ostatnio wymienili nam w pracy dystrybutory na wodę. Teraz mamy dodatkowy guziczek w kolorze srebrnoszarym, po przyciśnięciu którego leci woda z najprawdziwszym gazem. Inni savingsy, cost cutingi uprawiają, a my się o wodę gazowaną wzbogacamy... IN YOUR FACE. No ale Polakowi nie dogodzisz, więc podniecenie utrzymywało się przez całe 8 godzin roboczych, a dnia następnego poziom lamentu powrócił do stanu sprzed tegoż jakże niezwykłego wydarzenia.
No i znowu, że klient idiota, szef jeszcze gorszy, ciśnienia w kranie nie ma, deszcz zacina nie w tę stronę, wiatr wieje za mocno, ale żeby nie wiało to też źle, bo smog truje i już mam chrypkę przecież i to pewnie rak krtani, że żona w domu zrzędzi, a mąż wcale nie chce sprzątać, a jak sprzątnie, to też źle i poprawiać trzeba, dziecko małe i się drze, dorosłe jeszcze gorsze, bo pyskuje, matka się wtrąca, koleżanka nie rozumie, kochanek nie zadawala, przecen w sklepie nie ma, a zresztą i tak tam same szmaty....
I tak sobie pomyślałam, co by było, gdyby te zwyczajne bąbelki zastąpiły takie z północno-wschodniej Francji...no albo takie bardziej ekonomiczne nieco - z północnych Włoch....
Nieprawdaż, że sama myśl o takowej zamianie napawa optymizmem? Kto by się wówczas na klienta denerwował? A broń Boże już na szefa, który na tak cudny pomysł wpadł! Brodząc w deszczu brudnym - bo Warszawskim - śpiewać by można Singing in the rain, wiatrem złe myśli rozganiać, partnera uśmiechem nr 5 w domu powitać (to ten od ucha do ucha), zamiast szmat nowych, w przypływie alkoweny te stare, w szafie zalegające nożyczkami kuchennymi na nowe kreacje miary VivienneWestwood przerobić i collegesów w casualowy piątek zachwycić, na meetingach pomysłami torpedować i do współcierpiących etatowców pełne życzliwości uśmiechy rozsyłać, a dobre rady wpuszczać jednym uchem i  drugim szybciutko wypuszczać.
Pochodzenia bąbelków w dystrybutorze szybko nie zmienimy ale jeśli nastrój z pierwszej części bliższy jest nam, niż ten z drugiej, może watro zmienić coś innego? Przecież jak nic nie zmienimy, to nic się samo nie zmieni. Czas i tak upłynie i od nas tylko zależy, czy będzie on zajebisty, czy do dupy.

wtorek, 18 września 2018

NIE LUBIĘ PONIEDZIAŁKÓW

Czasem wszystko jest nie tak. Kawa zimna, lato się kończy, włosy oklapły, a cukier tuczy. Jak by nie patrzeć wiatr w oczy wieje i w dupie ma, że okulary zostały w domu.

Poniedziałek, 5:15
Dzwoni budzik, otwieram oko, drugie mimo usilnych prób zostaje zamknięte. Czyli biegania dziś nie będzie, mam jeszcze mnóstwo czasu...SNOOZE

Poniedziałek, 5:45
Dzwoni budzik, otwieram oko, drugie nadal się buntuje. No tak w zasadzie to mam suchy szampon, to po co, czyli mam jeszcze mnóstwo czasu...SNOOZE

Poniedziałek, 6:15
Dzwoni budzik. No ale kawe mogę przecież w pracy wypić...SNOOZE

Poniedziałek, 6:35
Dzwoni budzik. Momencik jeszcze...SNOOZE

Poniedziałek, 6:47
Kurwa! Jak to się stało? Przecież tyle czasu miałam! Aaaaaa!! AAAAAAAA!!!!

Poniedziałek, 7:58
Serio?! Co Ci kierowcy sobie myślą, jak można się tak spóźniać? Przecież na jeden taki autobus czeka mnóstwo całe ludzi. Czyjaś praca zależeć może od autobusu. Życie czyjeś! I czemu to metro co 2,5 minuty kursuje, to co 2 już nie może? Godziny szczytu są przecież! Swoją drogą, ciekawe, czy można zaprogramować psa, żeby rano bardziej niż na głupich zabawach skupił sie na sikaniu.
No tak, spóźnię się przez autobus. Czizasss!

Poniedziałek, 8:15
Spox, ja się tam młoda czuję, więc akademicki kwadrans nadal mnie obowiązuje.

Poniedziałek, 8:30
Ech...czemu ten czas tak długo płynie?

Poniedziałek, 16:05
Oj! 😊

Poniedziałek, 16:07
Pfff...strój na Pilates w domu został, czyli najpierw dom, potem Zumba.

Poniedziałek, 18:23
Matko, jak ten autobus się toczy. A niby pośpieszny. Drugi już raz się dziś spóźnię przez autobus.

Poniedziałek, 18:29
Stanik do fitnessu został w domu. Cycki też potańczą.

Poniedziałek, 20:19
No dobra. Dziś nie wchodzę na jutuby. Idę spać o 10. Jutro będę rzeźka i bez kawy przetańczę cały dzień.

Poniedziałek, 23:48
💻💻💻💻💻

Wtorek, 6:48
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!! Ale najpierw kawa.




sobota, 23 grudnia 2017

CHRISTMAS, CHRISTMAS I PO ŚWIĘTACH

No i tak. Jeszcze moment, momencik nawet i przyjdzie dzień, na który czeka się rok prawie cały. Wyczekuje, płacze, tęskni, wyobraża, wizualizuje nawet, doczekać się nie może, "oby do Świąt" mówi wciąż, kolęd i christmas songów we wrześniu playlisty robi, choinkę po Niepodległości Święcie hucznie obchodzonym ubiera i czeka..I nagle czas wyśniony, wymarzony, wywizualizywomonowany nadchodzi i co? No jak to już? Przecież prezenty nie kupione, w sklepach korki jak na Wisłostradzie przed dziewiątą, pierniki twarde wciąż, bigos przypalony, nowy garnek do wyrzucenia - niby z IKEI ale seria premium, dla bogat(sz)ych, także jakby jednak szkoda. Wstążki do prezentów (których nadal nie ma) w sklepach przebrane i same beżowe jak kupy dwie do kupy wzięte zostały..co robić Panie, co robić? No nic, wymyśli się coś przecież, dwa dni to niemało.W zasadzie bigos ma być ciemny. Czyż nie? Czyli nie spalony, tylko gotowy idealnie, z aromatem kominka z drewanianej chaty w górach zimą w gratisie. Pierniki w Biedronce na przecenie, więc po sprawie, Prezenty podobno najlepsze od czwartku w Lidlu, to i oddać się po Świętach zdąży te nie trafione. Czyli wszystko załatwione! Nic, tylko playlistę skrzętnie ułożoną odpalić należy, choinkę do kontaktu włączyć, wino odkorkować, twarz najlepszym okresem w roku rozświetlić, a w Wigilię z kotem pogadać, coby w przyszłym roku psa po mordzie nie trzaskał.

sobota, 21 października 2017

PMS


- No jesteś. W końcu. Chyba przez Toruń jechałeś, a niby tylko rzekę przekroczyć trzeba, myślałam że porwali cię, napadli może, czy cię piekło w cholerę pochłonęło. Proszę bardzo, my się wcale widzieć nie musimy, na zmiany możemy w domu nocować. A najlepiej to się w ogóle wyprowadź. Co ty sobie myślisz, że ja będę się starała, a ty co? Nie to nie, bardzo proszę, droga wolna. Już dziś się możesz wynosić. Zostaw mnie z tymi bachorami, oczywiście. Ciebie przecież nic już nie obchodzi, bo ty PRACUJESZ. Pff, jedyny na świecie. Pracownik dekady pożal się Boże. Wiesz co twoja córka dziś ze szkoły przyniosła? Podartą kurtkę, uwagę i informację o obniżonej ocenie z zachowania na koniec roku. No ale bardzo proszę, dalej ją tego boksu ucz.
- Kickboxingu kochanie..
- Ale dlaczego ty mi przerywasz?! Co ja, słowa jednego w tym domu powiedzieć nie mogę? Co ty sobie myślisz, że jak więcej zarabiasz to mi się szacunek nie należy? Że ja będę siedzieć, słuchać i głową kiwać? A w życiu! Nie dość, że się poświęcam, dzieci twoje wychowuję, to jeszcze mnie taki brak szacunku za to spotyka? Ja bym dawno szefową marketingu została gdyby nie te bachory. Ty się ciesz, że w ogóle za ciebie wyszłam. Mama zawsze mówiła, że Tomka bardziej lubiła. Ty wiesz jak on się starał? Oj jak on się starał! Jaka ja głupia byłam, że ciebie wybrałam. A mogłabym teraz na zakupy do Jemioła chadzać, zamiast jarzynową dla ciebie gotować, pff..
- Ale kotek, Tomek już trzecią żonę ma.
- Bo miłość życia przez ciebie stracił! Mnie czyli!! To z nieszczęścia wszystko...biedaczysko. I skończ już w końcu te dyskusję. Nie widzisz, że się źle czuję? Nieszczęśliwa jestem, załamana, a ty na mnie naskakujesz. W ogóle, to ja tak czuję, że ty mnie już nie kochasz. Od dwóch tygodni cię proszę, żebyś z kranem coś zrobił. Woda cieknie, licznik chodzić nie przestaje. Tobie oczywiście nie przeszkadza. Ty rachunków nie płacisz. Gdybyś płacił, to świateł byś w całym mieszkaniu nie rozpalał. O matko, wszystko na mojej głowie i znikąd pomocy. Ja już rady nie daję. Ucieknę. Zostawię was. Chyba powinniśmy się rozwieść.
- Kochanie.
- Czego?!
- Czekoladę ci kupiłem. Tę krówkową.
- Oj...a czemu ty tak tu stoisz? No wejdź kochanie do kuchni, usiądź, a nie stoisz w przejściu jakiś taki przestraszony. Głodny pewnie jesteś? Jarzynową zrobiłam. I buzi daj.

niedziela, 10 września 2017

ŁAŁU NIE BYŁO

No dobra, leniłam się. Bardzo nawet. No ale lato, pogoda dobra - w sensie, że dla mnie. Bo czy dla narciarzy to nie wiem i mnie to obchodzi nie do końca szczególnie. No ale oglądam właśnie program kultowy od lat trzech albo kilku innych ale trzech jednak nie: Rolnik szuka żony -  bo ten program kultowy - dla mnie i innych nudziarzy - tak właśnie się nazywa. No i tam...pan jeden z wielu powiedział właśnie: Łału nie było - o pani jakieś niby, co na żonę pretendowała, no ale zainspirował mnie silnie do napisania zdań paru. Ja niby generalnie w politykę się nie mieszam  - podobno w związku z tym w trendzie najnowszym jestem, to i może sławna niebawem zostanę i na pudelku zaistnieję - ale ponieważ zasady, a własne w szczególności są po to by łamać je niecnie i z przyjemnością - częściowo postanowiłam się jednak zamieszać. Chociaż nie do końca wiem, czy w politykę, bo słów znaczenie na znaczeniu traci ..no ale anyway....
Na początku sierpnia, ewentualnie w połowie tegoż - wybaczcie, iż daty konkretnej nie podam gdyż głowę i organy pozostałe innymi tematami zajęte miałam - wybrałam się ze znajomymi do jednego z muzeów warszawskich. Muzeum owo PARKIEM MINIATUR się zwie. Tak, mogę napisać, że się zwie, gdyż czas teraźniejszy obowiązuje jeszcze. Niebawem jednak się to zmienić może i w czas przeszły smętnie przepoczwarzyć.
Ja generalnie muzeów nie lubię, bo nudne to i dla seniorów. No chyba, że na wycieczkę się udaję w miejsce drogie i nieznane, to trzepię te muzea, coby się po powrocie tym co nie byli pochwalić. No ale kto chodzi do muzeów w mieście zamieszkania, pobytu, urodzenia, czy jak tam sobie kto życzy. No oprócz historyków sztuki i owych muzeów pracowników raczej niewielu. No ale poszłam. Za darmo było, poza tym oprowadzać miał Jacek - postać nietuzinkowa, niezapomniana i generalnie zajebista (przepraszam mamo, ja generalnie nie przeklinam ale teraz silnie się ekscytuję). No i co? No i zajebiście było rzeczywiście (ech, znów te przekleństwa..shit, I mean..oh dear), zabawnie, ciekawie, ładnie, oryginalnie, z zaangażowaniem i w ogóle naj. Gdybym ja się tak historii uczyła, to na maturze zamiast dwói - naciąganej w dodatku - piątkę bym miała z palcem w...wiadomo. Generalnie historii uczyć się winno w miejscach takich jak PARKU MINIATUR właśnie, a fizyki w Koperniku. Nie byłam jeszcze, no ale tak słyszałam, że ten Kopernik to dla małych i tych większych małych też.
No ale do MINIATUR PARKU wracając - no bo czemu ja tu o muzeach piszę - wkurzyłam się przestrasznie, gdyż dowiedziałamam się, iż miejsce tak fajne i klimatyczne z lokalizacji obecnej wykopać chce się niebawem. Biura podobno dla ludzi ważnych okropnie powstać tam mają - w sumie sama bym biuro w lokalizacji takiej mieć chciała, tyle, że ja bym musiała ze swoich płacić. No i ja w dupie to mam dokumentnie, czy to Gronkiewicz, czy Dudy, ewentualnie innego Szydła co z worka wyszło pomysł jest. Generanie pomysł jest do dupy. No ale decyzja zapadła. Niepodważalna jakby. No i teraz co? Tak logicznie gdybając myśl by się złota nasuwała, iż miniaturki od dawna już miejsce insze, nie mniej zajebiste mieć winny. No niet! Nie mają! No kurde jedne z niewielu miejsc, które z funduszy własnych, a nie podatków moich, czy Twoich (czytelniku drogi) się utrzymuje zniknie zaraz z powierzchni ziemi i Warszawy ukochanej mojej i Twojej. Zapytać by się chciało - czemuż to? Zapytam ja jednak z ekspresją większą WTF???!!!!!
No zróbmy coś..nie wiem..hałas może? Tu na dole jest taki link - nie, nie do machiny hakerskiej przelewy środków wszelkich z kont Waszych na moje skromne uruchamiające (choć to pomysł niegłupi), lecz do petycji, która pomóc może miejsce nowe znaleźć. Za słowami klasyka podążając: Bo jak nie my, to kto? wysilmy się, podpiszmy, a po wystąpieniu jakimkolwiek kogokolwiek z trójcy wyżej wymienionych, czy też innych upolitycznionymi zwanych, na pięcie się odwróćmy i ze świadomością, iż zmieni i znaczy to NIC, z miną warszawsko zblazowaną powiedzmy za rolnikiem, co żony szuka: No łału nie było...


A petycja jest TU: https://www.petycjeonline.com/petycja_w_sprawie_lokalizacji_parku_miniatur_wojewodztwa_mazowiec

piątek, 14 lipca 2017

KRÓLOWE BALU

Lato rządzi się swoimi prawami. Wiadomo że słońce, że ciepło, że ciała odsłonięte zbyt mocno nieco zazwyczaj. No ale jak ciepło to trudno okrywać się silnie - chyba, że na muslim przechodzić ochotę się ma. No ale jak się nie ma, to się odkrywa co nieco tam i tu. Zbyt wiele jak wspomniałam już wyżej. Zazwyczaj - nie, że zawsze - w pracy jest proper i guziczek pod szyję zapętelkowany. Anyway...dziewczęta i chłopcy maści wszelkiej i narodowości słońcem doenergetyzowani, na zabawę silnie nastawieni udają się w wieczory weekendowe do  przybytków co modniejszych (ewentualnie co tańszych, co komu w smak) coby nieco od pracy ciężkiej, szefa wrednego i kolegów zidiociałych odetchnąć. Ewentualnie miłość życia znaleźć, bo to singlowanie niby fajnie ale mogłoby się w cholerę już skończyć.

Tak więc ubierają się chłopcy i dziewczęta w outfit'y które udają tylko, że istnieją i ruszają na podbój wszystkiego co się podoba i tańczy w miarę nieco, by na przyszłomiesięczne wesele u kuzyna się nadawało. Biforek u znajomych, bo wino z lidla lepsze niż barowe, a tańsze jakby o 3/4, rozmowy o sensie istnienia i wyprzedażach w Zarze, wino, poprawki przy lustrze nieswoim, wino, sesja pijacka, bo bez tego wieczór się jednak nie liczy i można iść zdobywać świat (o sorry, wino przed jeszcze) - albo chociaż Centrum Warszawy. Uber zamiast taxi, bo modne to i tanie, więc why not? Premium może być, coby na Clio nie trafić i jesteśmy w domu. Znaczy poza.

Tak, ostatni akapit dotyczy jedynie lasek i za cholerę nie wiem jak wyglądają bifory męskie czysto ale usłyszałam ostatnio, że męskie wyjścia bez lasek są nudne w cholerę, zakładam więc, że są do dupy.

Centrum Warszawy według rzeczonych zamyka się w obrębach klubu (-ów), które akurat tego weekendu wydały się atrakcyjne na tyle, by zaszczycić ich coweekendowych odbiorców swą nadobną obecnością. Wchodzić należy pewnie i bez kolejki, bo kto jak kto..ale "my w kolejce nie stoimy" rzucając okrycie wierzchnie na pierwsze lepsze fotele, tudzież chillout'owe kanapy, bo wiadomo, iż bez okryć wierzchnich wygląda się lepiej o niebo, a nawet dwa. Wachlując rzęsami sztucznymi, bo klima słaba, a i dobrze to wygląda ruszyć należy do baru  największego, gdyż tam się życie w życiu toczy. Po zamówieniu drinków kolorowych odwrócić się można od barmana przystojnego ale cóż i uwagę całą zwrócić na parkiet, a parkietu na siebie - oczywiście dużo zależy od długości rzęs sztucznych - te im dłuższe, tym lepsze, odwrotnie proporcjonalnie do długości sukienki z zeszłorocznej wyprzedaży. Tańczyć należy z gracją, nie z pasją. Pasja w tańcu powoduje pot na czole i głupie miny na zdjęciach na klubowym funpage'u. A to jak wiadomo niewskazane. Podrygiwanie wystarczy. Najlepiej w rytm - o ile się da - no ale jak się nie da, to też nic nie szkodzi. Po drugiej pieśni podrygiwanie znudzić się nieco może, a i wyglądać nieco dziwnie, gdyż reszta cała towarzystwa zasad ogólnie przyjętych nie zna i podskakuje jak małpy, tańcem zwąc te wygłupy. Przez chwilę nawet nie pomyślą jak głupimi zdjęciami na FB zaskutkuje to na początku już przyszłego tygodnia, jak tylko fotograf wytrzeźwieje.
Ewentualne rozbrykanie wskazane jest jednak w sytuacjach wyjątkowych, gdy u boku pojawi się modny chwilowo celebryta, ewentualnie gdy ze względu na swą wyjątkowość trafimy na scenę, z której za skarby żadne zepchnąć dać się nie wolno. Wtedy można. Scenę punktuje się podwójnie, gdyż celebryta uwagę na sobie niesłusznie skupia, a ze sceny widać wszystko trzy razy szybciej i lepiej. No i Ciebie widać też. To w sumie najważniejsze. No więc scena liczy się jednak trzy razy bardziej niż pięciosekundowy celebryta. Co najmniej. No ale jak babcia mówiła - jak się nie ma co się lubi...anyway - wszyscy wiemy po co na tę imprezę polazłyśmy - wesele coraz bliżej, suknia zakupiona, a liczbę gości do piątku przyszłego potwierdzić trzeba. Tak więc rzęsami wachlować silniej należy, biodrami kręcić jak królowa samby na karnawale w Rio, a uśmiechać się szeroko jak modelka w reklamie Blend-a-med - szerzej też można. Po czasie jakimś, umilonym - wciąż odczuwalnym - lidlowym, jakże pysznym winem, wzmocninym klubowym drineczkiem zorientować się można, iż zabiegi owe męczące są nieznośnie i pot powodują nie mniejszy niż głupkowate skakanie pobocznych, o minach głupich na klubowym FB nie wspominając, efektu żadnego przy tym nie przynosząc. W owym czasie pewne jest już, iż zły klub wybrany został, można zatem zapomnieć o wyglądzie nienagannym i prędko do baru po kolorowego pocieszyciela się udać. W porach późniejszych, w baru okolicach toczą się rozmowy, których pamiętać next day nie należy, a nawet jak się pamięta, to się udaje, że jednak nie, tak więc tematu rozwinąć nie ma jak i po co też nie. Przy barze szybko mija 5 minut, ewentualnie 2 godziny, make up starannie dopracowany magicznie z twarzy znika i sztuczne rzęsy nie pomagają już nawet. Wtedy resztki świadomości zachowując z miną królowej kurtkę z fotela zabrać trzeba, po czym ubera szybko zamówić i zejść ze sceny w miarę godnie należy. W poniedziałek i tak dowiedzą się wszyscy iż królową weekendu zostałam, wszak czego facebook nie zanotował nigdy się nie wydarzyło. Suknia jest, wesele coraz bliżej, a ja pójdę sama i furorę zrobię.